Wyszukiwarka
Reklama
Panel użytkownika
Ankieta
Czy planujesz kupić Xbox One X?

Społeczność





Dead Rising 4
Autor: Urszula Hildman   
19.12.2016.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik     Galeria      Lista Osiągnięć     Wywiad

Święta tuż za rogiem! Jedzenie, prezenty, zakupy... I chociaż na te ostatnie patrzę w świecie realnym z żywiołowym obrzydzeniem, a przepychanie się wśród rozgorączkowanych poszukiwaczy zaginionych prezentów to tortura z rodzaju tych najbardziej wyrafinowanych, to o ponownych odwiedzinach w centrum handlowym Willamette myślałam z przyjemnością. Chociaż, jakby się głębiej zastanowić, różnica między hordami konsumentów a hordami zombie jest dość nikła. Może poza szybkością – te drugie są zdecydowanie wolniejsze. I nie trzeba stać w kolejkach.

Recenzja Dead Rising 4

Nie wiem do końca dlaczego, ale koncept wrzucenia żywych trupów do konsumenckiej mekki w postaci centrum handlowego podbił moje serce dawno temu, chyba po obejrzeniu obu wersji Dawn of the Dead. Kontrast, jaki otrzymujemy, łącząc tragiczny przecież świat apokalipsy z kolorowymi, pełnymi towaru sklepami wydał mi się tak atrakcyjny, że na wieść o planach stworzenia pierwszej gry w takim właśnie otoczeniu mogłam zareagować w tylko jeden sposób - „Perfect, baby. Perfect”. Serię Dead Rising pokochałam tak bardzo, że stała się ona dla mnie swoistym „must-have” sezonu bożonarodzeniowego; tradycją niczym dwanaście potraw, kolędy czy brzydkie, drapiące swetry. W Dead Rising 4 klimat świąteczny jest wszędzie. Zombie też. Jednak – czy to nadal Dead Rising w ujęciu, do którego tak przywykłam?

Nie do końca – i sama nie wiem, czy to dobrze. Z jednej strony część zmian wyszła Dead Rising 4 na dobre. Jednak na sam początek coś, czego nie jestem w stanie przetrawić – całkowicie usunięto limit czasowy na wykonanie głównej misji, co przecież do tej pory było nieodłącznym elementem serii! Przyznam, że przez pierwsze kilka godzin zabawy bardzo podejrzliwie przyglądałam się menu – może czas płynie, a ja go po prostu nie widzę? Niestety, tego „szczegółu” pozbyto się całkowicie, co sprawia, że można włóczyć się po Willamette bez żadnych konsekwencji, a główny wątek fabularny da się ukończyć w dowolnym czasie. Jasne, w poprzednich częściach czasem ciężko było zdążyć ze wszystkim i rozumiem, że dla niektórych mogło to być frustrujące, ale osobiście bardzo żałuję. Uczucia, kiedy do wybuchu bomby zostaje kilkadziesiąt minut, palce się pocą, a skupienie podczas biegu do ostatecznego celu przerywają tylko przekleństwa na zbyt wolno regenerującą się staminę, nie da się zastąpić NICZYM.

W rezultacie Dead Rising 4 ma więcej wspólnego z sandboxem – co nie do końca jest złe, gdyż sama eksploracja wypada wyjątkowo przyjemnie. W grze dostajemy ponad 160 różnych sklepów, restauracji i innych miejsc do odwiedzenia, a poruszać się można nie tylko po centrum handlowym Willamette, ale i po samym miasteczku czy obszarach typowo wiejskich. Nie zabrakło również kanałów czy podziemnego parkingu. Cały świat usiany jest wręcz znajdźkami – gazety, podcasty, telefony komórkowe z nagraniami... Nie powiem, z ciekawością czytałam i słuchałam historii o mieszkańcach tego dotkniętego epidemią miejsca. Niektóre z nich były bardziej „pokręcone” niż główna fabuła gry, chociażby ta o seryjnym mordercy z Willamette czy inna, o specyficznych małych dziewczynkach.

Jako że głównym bohaterem ponownie został Frank West, mój absolutnie ulubiony reporter i fotograf, nie mogło zabraknąć robienia zdjęć (braku tej funkcji w Dead Rising 3 nie przebolałam do dziś). Oprócz standardowego cykania fotek zombiakom, ocalałym i wszelkiego rodzaju szaleńcom można również zrobić sobie selfie – najlepsze to takie, gdzie Frank w czapce renifera pozuje z uśmiechem na tle wybuchających za nim zombiaków. Ogranicza tu gracza jedynie wyobraźnia (i limit zdjęć, jednak te najważniejsze możemy wyróżnić i w ten sposób ocalić od skasowania). Aparat oprócz standardowych fotek działa również w podczerwieni, co przydaje się w eksploracji ciemnych miejsc. Dodatkowo zyskał funkcję analizy widma, co z kolei pozwala poznać kody do sejfów przez wykrycie odcisków palców czy odnaleźć tajne przejście za niewinnie wyglądającą szafką.

Recenzja Dead Rising 4

Pomarudzić muszę na element eksploracji, z którym w poprzednich częściach czułam się wręcz związana emocjonalnie – ludzie do ocalenia. Zabrakło tak chwilami fajnych misji pobocznych związanych z ich ratowaniem. Co zostało? Owszem, włócząc się po Willamette natykamy się na biedaków otoczonych przez zombie. Da się ich uratować, wybijając wszystko poza niezainfekowanym człowiekiem w środku – niby łatwa sprawa, ale zdarzają się miejsca, gdzie czyszczenie zagrożenia trwa dobrych parę minut, co wydaje mi się lekką przesadą. Najgorsze, że uratowani są totalnie bezpłciowi – ich jedyną w sumie funkcją w grze jest podnoszenie poziomu schronów (w każdej miejscówce mamy jeden), co z kolei daje nam dostęp do lepszego towaru u sprzedawców – można nabyć mapy, bronie, pojazdy czy żywność, wszystko za walutę znajdowaną w świecie gry w postaci tak zwanego złomu. Ratować zatem należy, ale brakuje mi konkretnych zadań związanych z ocalałymi, choćby tych opartych na schemacie „przynieś, podaj, pozamiataj”.

W świecie gry znajdziemy również schematy potrzebne do stworzenia nowych, mocniejszych broni oraz dziwacznych pojazdów (tu kwestia mocy pozostaje dyskusyjna, gdyż czasami z połączenia dwóch konkretnych wehikułów powstaje coś... mikrego). Możliwości jest niestety sporo mniej niż chociażby w poprzedniej części, a samo znajdowanie części uproszczono, gdyż zwykle potrzeba teraz jednej konkretnej broni i dodatkowo czegoś z danej kategorii (na przykład elektronika). Rezultaty tychże połączeń nadal potrafią zaskoczyć, a używanie przeróżnych dziwactw daje sporo frajdy, zwłaszcza jeśli chodzi o zakręcone comba pojazdów – a tym razem nie ograniczono się tylko do bardziej standardowych opcji, że wspomnę chociażby o skuterze śnieżnym. Wraca również kilka sztuk starych znajomych z poprzednich części (tak, Split Shot nadal wymiata).

Z nowości parę słów należy się egzoszkieletowi. To swoiste ulepszenie funkcji cielesnych Franka Westa, na jakie można się natknąć podczas eksploracji. Aktywując tę opcję (do znalezienia w postaci dużych, rozsianych gdzieniegdzie skrzyń) zyskujemy dodatkowy pasek odporności, a dziennikarz może używać cięższych przedmiotów wyrwanych z ziemi, doładowywać „pancerz” za pomocą automatów do gry, lodówek czy innego ustrojstwa, wreszcie posługiwać się wielkimi działami i siejącym zniszczenie toporem. Niespodzianką dla mnie było, że oprócz przydatności typowo bojowej pancerz przydaje się do odnalezienia paru ukrytych pod ziemią schematów – najpierw należy prześwietlić miejsce aparatem, a potem wyrwać kawał betonu. Jeśli więc natkniecie się gdzieś na schemat, którego nie ma – nie, to nie błąd gry.

Sama walka jest trochę toporna, aczkolwiek przy takiej liczbie zombiaków na ekranie nie zamierzam zbytnio narzekać. Największą przyjemność sprawia oczywiście korzystanie z broni z kategorii combo (ruchy specjalne - sam miód!), ale można używać właściwie wszystkiego, co da się podnieść – patelni, gitary basowej, doniczek... Rekompensuje to biedne zróżnicowanie przeciwników, bo cóż to jest parę rodzajów zombie plus żołnierze i wrogo nastawieni ocalali? Wprowadzono też system skradania się (tak, wiem, jak to brzmi w tego typu grze) – przydaje się on co prawda okazjonalnie, głównie podczas misji fabularnych typu infiltracja bazy wojskowej, ale udało się go nawet zgrabnie zaimplementować, co oczywiście nie oznacza, że podczas eksploracji terenów Willamette uda wam się niepostrzeżenie podejść do kogokolwiek.

Recenzja Dead Rising 4

Przemodelowano również ekwipunek, co akurat uważam za zmianę na ogromny plus. Zamiast jednej „kieszeni” na wszystko dostajemy do dyspozycji cztery kategorie ukryte pod strzałkami – broń strzelecka, rzucana, biała i jedzenie. To oznacza, że nie musimy już wybierać pomiędzy lepszym dozbrojeniem się, a zabraniem ze sobą zapasów. Liczbę możliwych do noszenia przedmiotów powiększa się inwestując w konkretne drzewko umiejętności – tych także istnieje sztuk cztery, a każde z nich zawiera fajne, przydatne w świecie gry talenty. Warto zatem rozwijać postać w idealnym dla siebie kierunku (u mnie była to początkowo broń biała i przetrwanie), jednak poziomy wskakują na tyle szybko, iż ostatecznie da się sprawdzić również te umiejętności, którymi początkowo nie byliśmy zainteresowani.

Być może czytając tę recenzję komuś przez głowę przejdzie myśl następująca – dlaczego, do diabła, do tej pory nie było tutaj właściwie niczego o samej fabule? Ano dlatego, że jest to chyba najsłabszy element Dead Rising 4. O ile historie poznawane przez znajdźki potrafią przemówić do wyobraźni, tak wątek główny i jego prezentacja są płaskie niczym deska. Postacie, z którymi przyjdzie nam wchodzić w interakcję, to bezpłciowe roboty bez charakteru; brak tu ludzkich dramatów, a stanowiąca główną oś przygody pogoń za pewnym osobnikiem wypada tak bezbarwnie, że w pewnym momencie całkowicie z niej zrezygnowałam, zajmując się dającą mi dużo więcej przyjemności eksploracją. Niewybaczalne jest również zastąpienie znanych z poprzedniej części barwnych psychopatów maniakami –  przejście z ciekawych cut-scenek i walk z bossami do bladych konfrontacji z kimś, kogo da się pokonać zadając mu parę ciosów na krzyż... skandal. I ogromna szkoda.

Nie podoba mi się fakt, iż samej kampanii nie da się rozegrać w trybie współpracy, co przecież także stanowiło esencję poprzednich części gry. Owszem, udostępniono osobny tryb multiplayer, gdzie można zagrać w maksymalnie cztery osoby, wykonując odrębne od kampanii głównej misje, ale to nie to samo (dodatkowo próby testów tegoż trybu wypadły niespecjalnie, gdyż nie zawsze da się połączyć albo też nie znajduje chętnych). Celem jest po prostu przetrwanie – wykonuje się różne cele, a każdemu z dostępnych postaci przypisana zostaje konkretna rola, w zależności od broni, jaką się posługuje. Na koniec należy dotrzeć do bezpiecznego miejsca. Być może w zgranej drużynie będzie to tryb przyjemny, niestety na razie nie jestem w stanie tego ocenić.

Grafika nie zachwyca, aczkolwiek sam styl podoba mi się wręcz wybitnie – siekanie zombie w tak cukierkowym chwilami otoczeniu (przy choince, prezentach, piernikowych ludzikach i sań z reniferami) sprawia jakąś pokręconą radość, porównywalną z otrzymaniem najlepszego z gwiazdkowych prezentów. Animacja raczej się broni, pomimo hord wylewających się z ekranu. Niestety tekstury często wyglądają niczym wyprane z kolorów, a animacje twarzy bohaterów litościwie przemilczę. No i taka mała uwaga – według fabuły Frank West ma 52 lata... podziwiam jego chirurga plastycznego, bo wygląda tu młodziej niż kiedykolwiek wcześniej. Znakomicie wypada ścieżka dźwiękowa – melodyjki świąteczne w menusach rozbroiły mnie całkowicie, a i same dialogi są niczym żywcem wyjęte z filmu kategorii B, co do serii Dead Rising akurat idealnie pasuje (cwaniackie komentarze Franka uwielbiam i nigdy nie przestanę). Irytujące są natomiast odgłosy strzałów i wołanie ocalałych o pomoc – zbyt częste, zbyt powtarzalne i zdecydowanie zbyt papierowe.

Recenzja Dead Rising 4

Znacie to uczucie, kiedy powoli odwijacie prezent świąteczny z nieskończonej ilości papieru, ekscytując się niepomiernie tym, co ostatecznie znajdziecie w środku? Tak było ze mną i z Dead Rising 4, no i... czuję spore rozczarowanie. Nie wiem, czy można tę grę jeszcze nazwać kontynuacją serii, bo flagowe przecież elementy zostały usunięte. Niewybaczalny jest dla mnie brak kooperacji w kampanii, brak licznika czasu czy bezpłciowi „maniacy”. Z drugiej strony chętnie wrócę do samego Willamette, przebiorę się we frak, na głowę wsadzę rogi renifera bądź czapkę Świętego Mikołaja i urządzę zombiakom masakrę przedświąteczną piłą mechaniczną, podrzucając im wcześniej odpowiednio spreparowany elektryczny wieniec z choinkowych gałązek. Dla mnie Dead Rising 4 za daleko odeszło od korzeni serii, stając się sandboxem i tracąc część duszy – jednak gra się nadal przyjemnie. Mimo to, wyższej oceny jako ogromna fanka poprzednich części zwyczajnie dać nie mogę.

Recenzja Dead Rising 4


Komentarze

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.