Wyszukiwarka
Reklama
Panel użytkownika
Ankieta
Najlepsza gra 2016 roku na Xbox One:

Społeczność





Gears of War 4
Autor: Marcin Pawłowski   
19.10.2016.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik     Galeria      Lista Osiągnięć     Wywiad

Pamiętacie, jak w 2006 roku pierwsza część Gears of War na dobre rozkręciła ówczesną generację konsol i zamknęła usta niedowiarkom, mówiącym o „Xboksie 1.5”? Kolejne odsłony tylko potwierdziły wielkość tej serii i sprawiły, że stała się jednym z najmocniejszym punktów w katalogu wydawniczym Microsoftu. Dlatego nie było chyba dla nikogo wielkim zaskoczeniem, gdy amerykański gigant odkupił markę od Epic Games i ogłosił zamiar jej dalszego rozwijania już na Xboksie One. Czy nowy zespół deweloperów udźwignął ciężar odpowiedzialności i dobrze rozpoczął następne przygody w świecie karabinów z piłami łańcuchowymi?

Recenzja Gears of War 4

Kampanię, którą tym razem można przechodzić tylko we dwie osoby, otwiera całkiem przyjemny prolog, podsumowujący dotychczasowe wydarzenia w uniwersum Gears of War. Dzięki temu odbywamy krótką wizytę na Aspho Fields w kluczowym momencie Wojen Pendulum, widzimy pierwsze spotkanie z Szarańczą podczas Emergence Day czy też ostateczne rozprawienie się z robalami z perspektywy obrony Anvil Gate. Potem dopiero przechodzimy do właściwej historii, która rozgrywa się 25 lat po trzeciej części serii.

Cały tryb fabularny to zgrabne łączenie przeszłości z teraźniejszością, nowych oraz dawnych wątków. Z jednej strony poznajemy więc kolejną generację bohaterów, którzy mają napędzać tę i następne gry, z drugiej jednak spotykamy dobrze już znane postacie. Wsadzenie podstarzałego i zmęczonego życiem Marcusa Feniksa w rolę towarzyszącego nam doświadczonego dowódcy, przekazującego pałeczkę swojemu synowi, to świetny pomysł. Jest także powtarzanie niektórych motywów, jak ciągnące się dłuższą chwilę poszukiwanie kogoś bliskiego. Mimo że autorzy scenariusza zagrali bardzo bezpiecznie, często i mocno puszczając oko w kierunku miłośników oryginalnej trylogii, to nie postawili wszystkiego na nostalgię.

Zgodnie z zapowiedziami, kampania sięga do korzeni serii również w innych miejscach. Mianowicie otrzymujemy dużo bardziej kameralną niż w ostatnich odsłonach atmosferę, elementy grozy, walkę z nieznanym czy też uczenie się na nowo przeciwników. Bardzo podobało mi się to, jak od trzeciego aktu zachowano ciągłość przygody. Płynnie przechodzimy do kolejnych, kapitalnie zaprojektowanych i zróżnicowanych lokacji, kontynuując główny wątek i poznając następne fragmenty fabularnej układanki.

Recenzja Gears of War 4

Oczywiście Gears of War 4 to nadal strzelanina, w której przede wszystkim siedzimy za jakimś murkiem lub inną konstrukcją, dającą choćby chwilową osłonę przed ogniem przeciwnika. Nikt raczej nie oczekiwał w tej kwestii rewolucji. Jednocześnie deweloperzy urozmaicili rozgrywkę i zadbali o odpowiednie wyważenie tempa zabawy. Wymieszano więc tradycyjną „gearsową” walkę z kilkoma oskryptowanymi scenami akcji, spokojniejszą eksploracją i głupkowatymi rozmowami bohaterów, typowymi starciami z bossami czy też pojedynkami zaczerpniętymi wprost z trybu Hordy.

Akurat to ostatnie najmniej przypadło mi do gustu. Pierwszy raz jeszcze był w porządku, potem jednak trochę na siłę przeciągano w ten sposób misje. Naturalnie nie zabrakło tak chętnie prezentowanych przed premierą burz z walącymi dookoła piorunami, ale to chwilowe, efektowne tło wydarzeń i nic więcej. Mój główny zarzut wobec kampanii to dość nudne dwa pierwsze akty. Trzeba było jakoś wprowadzić nas do gry, ale bieganie po pustej osadzie lub zagrodach i strzelanie się z nacierającymi falami robotów mogło być nieco krótsze. Może przechodzenie na najwyższym poziomie trudności robiło swoje, ale strasznie mi się te rozdziały dłużyły. Jak dla mnie dopiero od trzeciego aktu zaczyna się właściwa zabawa, którą pięknie zwieńczono w finałowych etapach.

Ważnym aspektem Gears of War jest rozgrywka wieloosobowa, która dzięki swojej specyfice ma rzeszę fanów. „Czwórka” również tutaj nie próbuje wymyślać niczego od zera i bazuje na sukcesie trzeciej części. Zmiany ograniczają się do kilku dodatkowych giwer i ruchów postaci, jak szybkie przeskakiwanie przez osłony oraz wyciąganie zza nich przeciwników. Raczej ciekawostka niż faktycznie przydatna taktyka ze względu na duże ryzyko porażki - chociaż wbicie noża złapanemu za kołnierz rywalowi daje sporo frajdy, gdy wreszcie się uda. Pojawiły się także nowe tryby, których wariacje widzieliśmy już wcześniej w innych strzelankach, oraz następne ukłony w kierunku e-sportowej społeczności, objawiające się m.in. w odrębnym balansowaniu broni na niektórych playlistach.

Niestety multiplayerowi daleko do ideału i już teraz widać, że będzie wymagał wielu poprawek. Strzelanie ślepakami z Miażdżyciela wydaje się być dużo bardziej odczuwalne niż kiedykolwiek, karabiny (zwłaszcza Młot) zadają zdecydowanie zbyt duże obrażenia na aktywnym przeładowaniu, a punkty odradzania w takim przykładowo Królu Wzgórza zmieniają się w tempie, którego po prostu nie da się ogarnąć. Dodajmy do tego wydłużające się wyszukiwanie potyczek, startowanie meczów z nierównymi drużynami, wyrzucanie z nich bez powodu czy ignorowanie rang w dobieraniu przeciwników i robi się nieciekawie. Nie rozumiem też skąd pomysł na brak lobby w rozgrywkach rankingowych i zmuszanie graczy do wychodzenia po każdej potyczce.

Recenzja Gears of War 4

Osobną kwestią, którą wypada poruszyć, jest wsadzony do gry system paczek - kupowanych za zbierane w trybach wieloosobowych kredyty lub prawdziwe pieniądze. Nie mam nic przeciwko sprzedawaniu skórek na bronie czy postacie, szczególnie gdy subsydiuje to dalszy rozwój tytułu w formie aktualizacji i dodatkowych map. Musi to jednak być zrobione ze smakiem, a w Gears of War 4 tak nie jest. Próżno szukać nagród za zbierane doświadczenie, zaliczoną kampanię, pierwszą wygraną danego dnia czy cokolwiek innego. Wszystko ukryte jest w paczkach z losową zawartością, a gromadzenie potrzebnej waluty to niezwykle żmudny proces. Jedyny bonus, na jaki można liczyć, to 500 kredytów co pięć wbitych poziomów… A wystarczyło spojrzeć, jak to zgrabnie rozwiązano w Halo 5, by wilk był syty i owca cała.

Ale pal licho te skórki, które w większości i tak są zrobione chyba na siłę - postacie pochlapane kolorową farbą albo zombiaki, serio?! Problem zaczyna się, gdy weźmiemy pod uwagę odświeżoną Hordę. Coalition poszło krok dalej i umożliwiło nam barykadowanie się gdzie dusza zapragnie. W stawianiu „bazy”, zasiek, wieżyczek mamy pełną dowolność, a robimy to za wypadającą z zabitych wrogów energię. Ważniejsze jest jednak wprowadzenie klas postaci o zróżnicowanym ekwipunku startowym i specjalnych umiejętnościach. Te ostatnie to ukryte we wspomnianych paczkach karty. Chcesz mieć więcej życia, zniżkę na fortyfikacje albo inne pomocne na wyższych poziomach trudności bonusy? Oszczędzaj kredyty na hordowe zestawy, ewentualnie wydaj prawdziwe pieniądze i licz na farta podczas otwierania. Mnie się to nie podoba, a zwykle jestem ostatnim, który zaczyna narzekać na obecność mikrotransakcji.

Co mi się za to spodobało, to oprawa graficzna. Nie jest to może nowa jakość, ale z całą pewnością ścisła czołówka obecnej generacji sprzętu. Zadbano o ciekawe projekty lokacji, ładne widoki i efekty. Jest i kolorowo, i mrocznie, a wszystko uzupełniają efekciarskie burze oraz tornada. Gorzej niestety z udźwiękowieniem w trybach wieloosobowych. Zbyt często w ogóle nie słychać przeciwników (nie licząc grających robotem) albo ginie się niespodziewanie od cichego granatu. Miałem też sytuacje, że odwracałem się, a zaraz obok mnie trwała wymiana ognia, o której kompletnie nie miałem pojęcia, bo nie docierał do mnie dźwięk strzałów. I jeszcze to irytujące, głośno powtarzane non stop słowo „brains” przez postacie-zombie…

Recenzja Gears of War 4

Gears of War 4 to udany projekt nowego studia, próbującego zmierzyć z tak potężną marką - zrobiony praktycznie bez podejmowania jakiegokolwiek ryzyka i czerpiący garściami z dotychczasowego dorobku serii. Wzięto jednak to, co było najlepsze i podkręcono na wysokie obroty. Widzieliśmy już eksperyment w postaci Gears of War: Judgment, więc powrót po wielu latach do tego, co sprawdzone i dobrze znane wcale nie jest wadą. Deweloperzy udowodnili, że rozumieją z czym mają do czynienia i potrafią uszanować materiał źródłowy. „Piątka” będzie z pewnością odpowiednim momentem na własne pomysły oraz znaczące innowacje. Teraz priorytetem powinien być multiplayer, który wymaga jeszcze sporo nakładu pracy. Właśnie związane z nim problemy nie pozwalają na wystawienie wyższej oceny.

Recenzja Gears of War 4


Komentarze

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.