Wyszukiwarka
Reklama
Panel użytkownika
Ankieta
Czy zamierzasz kupić Playerunknown's Battlegrounds?

Społeczność





Grim Legends 2: Song of the Dark Swan
Autor: Urszula Hildman   
10.07.2017.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik     Galeria      Lista Osiągnięć     Wywiad

Nie wiem do końca, w jaki sposób, ale katowickiemu studiu Artifex Mundi udało się stworzyć serię gier, która wciąga mnie w baśniowy świat wraz z każdą kolejną odsłoną. Grim Legends to nie jedyne ich dziecko, ale najbliższe mi ze względu na tematykę, jako że baśnie braci Grimm uwielbiam do dzisiaj i od czasu do czasu czytuję. Przyznam, że każdemu spotkaniu z produkcjami Artifex Mundi towarzyszy w moim przypadku dziecięca, nieco naiwna radość, niczym przy odpakowywaniu prezentu choinkowego – niby wiem, czego się spodziewać, ale wiem również, że będzie to przyjemne, ładne i odprężające przeżycie.

Recenzja Grim Legends 2: Song of the Dark Swan

Nie inaczej sprawa ma się w przypadku Song of the Dark Swan. Nie jest to bezpośredni następca pierwszej gry w serii Grim Legends, także spokojnie można się z łabędzią pieśnią zapoznać nawet jeśli pominęło się poprzednie przygody. Tym razem uratować należy młodą królową, która pada ofiarą przemyślnie zaplanowanego spisku. Na ręce naszej bohaterki złożono odpowiedzialne zadanie ocalenia jej przed straceniem. Ci, którzy czytali baśnie braci Grimm, rozpoznają zapewne w fabule "Sześć łabędzi' i tym samym nie uświadczą raczej niespodziewanych zwrotów akcji, ale mnie osobiście, mimo doskonałej znajomości tej historii, w niczym to nie przeszkadzało.

Song of the Dark Swan należy do gatunku, w którym Artifex Mundi niewątpliwie się specjalizuje – mianowicie włożymy ją na półeczkę z grami HOPA (Hidden Object Puzzle Adventure). Tak, ukryte obiekty to nadal trzon rozgrywki, a wytężania wzroku nie zabraknie. Jako, że główna bohaterka jest zielarką, tym razem skupiono się na wyszukiwaniu właśnie ziół i innych leczniczych roślinek, pozostawiając odłogiem inne typy przedmiotów. Zabieg ten pozwolił na bardzo logiczne wplecenie tych zagadek w fabułę gry, co należy gorąco pochwalić – ani przez chwilę nie ma się wrażenia, że szukamy czegoś tylko po to, aby przedłużyć czas trwania rozgrywki.

Więcej niż w innych odsłonach napotkamy klasycznych zagadek, co niewątpliwie należy uznać za zaletę Song of the Dark Swan. Problemem jest jednak ich powtarzalność – jako że poprzednie gry (również te z innych serii) kończyłam po kilka razy, doskonale widzę podobieństwo puzzli do tych z wcześniejszych części, co bardzo ułatwia rozgrywkę. Tym razem całość udało mi się skończyć w mniej niż 4 godziny, nad czym trochę ubolewam, ale też doceniam fakt, że nie ma tu przestojów fabularnych, a całość zamyka bardzo satysfakcjonująca konkluzja. W paru momentach można się oczywiście zaciąć, głównie ze względu na to, iż na poziomie Expert gra nie podpowiada, w jakim miejscu szukać kolejnej zagadki (a i opcja resetu zagadki do stanu początkowego nie została przewidziana), ale nigdy nie trwa to długo, bo i ekranów do zwiedzenia nie ma znowu aż tak wiele.

Z reguły w pozycjach stworzonych przez Artifex Mundi głównej postaci pomaga jakiś mniej lub bardziej magicznie obdarzony zwierzak. Tutaj zdecydowano się na bardzo sympatyczny zabieg wymiany pomocników co jakiś czas – i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ostatnie w kolejce stworzenie. Wydrę zastępuje bowiem duszek, który – na nieszczęście gracza – wydaje z siebie bliżej niesprecyzowane odgłosy, gdy tylko istnieje możliwość skorzystania z jego umiejętności przy rozwiązaniu którejś z zagadek. Doceniam ułatwienie, ale odgłosy te są tak irytujące, że  po kwadransie obcowania z tymże zjawiskiem marzyłam tylko o możliwości selektywnego wyciszenia głosu. Zresztą tyczy się to również niektórych postaci, zwłaszcza tych dziecięcych, czytających swoje dialogi z mniejszą ilością emocji niż dobrze znana Ivona.

Na szczęście główni bohaterowie mówią w sposób niezwykle przyjemny dla uszu. To samo mogę powiedzieć o muzyce – w tle rozbrzmiewają dźwięki doskonale uzupełniające to, co widzimy na ekranie. A przyznać należy, że wizualia są tutaj prześliczne – bardzo bajkowe, wyrysowane z dużą dbałością o szczegóły i po prostu przyjemnie się na nie spogląda. Widać pewne zmiany w porównaniu z pierwszą odsłoną serii Grim Legends, ale w moich oczach styl Song of the Dark Swan dużo lepiej pasuje do baśniowej tematyki prezentowanej tutaj przez Artifex Mundi.

Recenzja Grim Legends 2: Song of the Dark Swan

Czy polecam łabędzią pieśń? Tak, ale wyłącznie pod warunkiem, że lubicie gry, gdzie trzeba chwilę pomyśleć, a wyszukiwanie ukrytych obiektów nie jest wam straszne. Song of the Dark Swan zapewni relaksujący i przyjemny estetycznie wieczór spędzony przed konsolą (dodać należy, że po ukończeniu głównego wątku odkrywamy poziom bonusowy, dający jakieś 30 minut dodatkowej rozrywki). Dla mnie w tych grach jest jakiś magiczny element sprawiający, że chce mi się wracać do ich świata mimo niewątpliwej powtarzalności wielu schematów. Trochę czuję się tak, jakbym otwierała po raz kolejny dobrze mi znaną, ulubioną książkę – i chyba każdy fan dobrej lektury wie, jakie uczucie mam na myśli.

Recenzja Grim Legends 2: Song of the Dark Swan


Komentarze

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.