Wyszukiwarka
Reklama
Panel użytkownika
Ankieta
Czy zamierzasz kupić Playerunknown's Battlegrounds?

Społeczność





Rime
Autor: Urszula Hildman   
25.05.2017.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik     Galeria      Lista Osiągnięć     Wywiad

Są takie tytuły, które kradną serce i zostawiają bałagan w duszy. Wiem, że stwierdzenie jest dość banalne i na pierwszy rzut oka wygląda niczym żywcem wyjęty z romansideł komunał, ale nie potrafię określić tego inaczej. Gram od mniej więcej dwudziestu lat i nie jest łatwo mnie czymś zaskoczyć. Na palcach jednej... no dobrze, może na palcach obu rąk mogę policzyć pozycje „siedzące” w głowie długo po ich skończeniu nie dlatego, że były wymagające czy piękne wizualnie, ale z powodu tego nieuchwytnego do końca „czegoś”. Rime to właśnie taka gra – na pierwszy rzut oka może niepozorna, ale nie pozwala się od siebie uwolnić. I zanim napiszę coś więcej, chciałabym już teraz podziękować jej twórcom, ekipie Tequila Works, za to, że mogłam w tej historii uczestniczyć.

Recenzja RiME

Fabuła wydaje się... może nie banalna, ale gdzieś tam na początku pojawiają się myśli w stylu „czy ja już tego wcześniej nie widziałam?”. Owszem, motyw samotnego rozbitka na bezludnej z pozoru wyspie był eksploatowany już wielokrotnie. Owszem, w teorii trzeba się z tej wyspy wydostać używając tajemniczych mocy posiadanych przez bohatera. Ale... Nie chciałabym za wiele zdradzać, jednak siła tej gry kryje się między innymi w tym, że tutaj niczego nie wiadomo na pewno. Od początku do końca nie pada ani jedno słowo, a jednak odsłaniana po kawałku historia malowana jest obrazem, dźwiękami i niesamowitym wręcz klimatem. I mogę zapewnić, że zakończenia nie zapomnę nigdy – przepojone jest gorzką mądrością rzadko w świecie gier widywaną.

Bohater pozostaje bezimienny, zresztą nie ma na wyspie nikogo, kto mógłby w jakikolwiek sposób wskazać jego tożsamość. Właściwie i cel samej wędrówki nie jest jasny. Jedynym promykiem nadziei okazuje się niewielki rudy lisek, usiłujący wskazać postaci drogę. Dlaczego to robi? Tego również nie wiadomo. Od czasu do czasu w oddali można zauważyć tajemniczą postać w falującej na wietrze czerwonej pelerynie. Kim jest? Co wiąże ją z chłopcem, którego poczynaniami kierujemy? Tego każdy musi dowiedzieć się sam, pokonując niełatwą chwilami ścieżkę usianą... no właśnie, czym?

Rime to gra z gatunku określanego jako „puzzle adventure”, co oznacza że bohater na swojej drodze napotka przede wszystkim różnorakie zagadki do rozwiązania. W tym miejscu należą się twórcom wyjątkowo ciepłe słowa – dawno już nie spotkałam się w świecie wirtualnej rozrywki z problemami, do których można podejść w tak logiczny sposób. Kluczem jest tutaj uważna obserwacja otoczenia, co z jednej strony eliminuje frustrację, gdyż nie uświadczymy tutaj przypadkowości, a z drugiej dostarcza całkiem sporo satysfakcji, gdy uda się znaleźć odpowiednie rozwiązanie. Bardzo ważne okazują się na przykład światło i cień (puzzle z nimi powiązane to jedne z moich ulubionych), ale i analiza wyglądu środowiska dookoła nas czy też – w późniejszym etapie gry – współpraca z bardzo nieoczekiwanym pomocnikiem.

Recenzja RiME

Trochę żałuję, iż autorzy odeszli w pewnym momencie procesu twórczego od koncepcji otwartego świata i zdecydowali się ostatecznie na pewne ograniczenia. Wersja finalna zakłada podróż po niby rozległym terenie, ale tak naprawdę dość widoczne jest tu „sterowanie” graczem, gdyż zabłądzić się raczej nie da, a i zadania musimy wykonywać w ściśle określonej kolejności. Co prawda nie przeszkadza to w zachwycie nad klimatyczną rozgrywką, ale niesamowicie mnie ciekawi, czy zachowanie pierwotnego pomysłu na świat wyszłoby Rime na dobre. Na pewno na plus należy zaliczyć pewną różnorodność zwiedzanego terenu -  niby to ciągle ta sama wyspa, ale zobaczymy między innymi obszary pustynne, nadkruszone zębem czasu mury czy tajemnicze kamienne miasto.

Jeśli akurat nie trzeba łamać sobie głowy nad odpowiednim ustawieniem posągów czy innych mechanizmów, to okazuje się, iż bohater jest całkiem zwinny i nieźle radzi sobie z pokonywaniem platform, przepaści i podobnych przeszkód. Rime to bowiem tytuł z elementami rozgrywki platformowej, zresztą całkiem porządnie wykonanej. Jednak – jak już wspominałam – kluczową umiejętnością będzie tutaj nie zręczność i mistrzostwo manualne, a umiejętna obserwacja otoczenia oraz wyłapywanie elementów, które da się wykorzystać w drodze do celu. Sterowanie wypada chwilami trochę sztywno, być może ze względu na kamerę, nie zawsze nadążającą za poczynaniami bohatera, ale w żadnym momencie nie czułam tutaj frustracji wywołanej niedomaganiami technikaliów.

Oprócz głównego wątku, którego śladem przyjdzie nam podążać, nie mogło oczywiście zabraknąć znajdziek. I tutaj także oklaski należą się deweloperom – przedmioty, których szukamy, logicznie wiążą się z opowiadaną historią, wpływając ostatecznie w pewien sposób na zakończenie przygody. Nie zmieniają go wprawdzie znacząco, aczkolwiek ciągle nie udało mi się odkryć wszystkiego, więc... kto wie? Dlatego zresztą zamierzam w niedalekiej przyszłości znów odwiedzić ten świat, gdyż 6 godzin pierwszego przejścia okazało się przeżyciem absolutnie niewystarczającym.

Grafika to coś, czego nie da się opisać w zwyczajny, rzeczowy sposób – niby prosta i dość uboga, a jednak niesie ze sobą potężną dawkę klimatu, sprawiając, że eksploracja dostępnego terenu zachwyca i fascynuje. W jednej z ostatnich lokacji leje jak z cebra i muszę powiedzieć, że jest to chyba najbardziej sugestywny obraz deszczu w grze wideo (serio, miałam ochotę otworzyć parasolkę w mieszkaniu). Trochę irytuje toporna kamera i wyraźne spadki animacji przy obracaniu się, ale nawet mityczny Argos przymknąłby na to okrągłą setkę swych oczu. Osobne wyrazy podziwu należą się ścieżce dźwiękowej – nie pada tu ani jedno słowo, a jednak linia melodyczna buduje niesamowitą wręcz atmosferę i na długo zapada w pamięci.

Recenzja RiME

Mam wrażenie, iż w morzu mniej lub bardziej udanych gier trafia się czasem niepozorna na pierwszy rzut oka, a jednak piękna i niezwykle wartościowa perła. Analizując swego czasu zwiastuny, Rime było określane jako mieszanina elementów między innymi takich tytułów jak Ico, Shadow of the Colossus, Journey i pewnie wielu jeszcze innych. Z jednej strony tak właśnie jest, lecz dzieło Tequila Works bez problemu zachowuje swoją własną, odrębną, niezwykle piękną tożsamość. Cieszę się, że nadal powstają tego typu produkcje i dziękuję raz jeszcze za możliwość odkrycia tej historii.

Recenzja RiME


Komentarze

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.