Wyszukiwarka
Reklama
Panel użytkownika
Ankieta
Najlepsza konferencja E3 2017?

Społeczność





Watch Dogs 2
Autor: Piotr Skubel   
22.12.2016.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik     Galeria      Lista Osiągnięć     Wywiad

W bieżącym roku wszyscy fani serii Assassin’s Creed musieli obejść się smakiem. Co prawda pojawiła się kolekcja ze słynną marką w tytule, ale to raczej ciekawostka, która nie każdemu miłośnikowi uniwersum przypadnie do gustu. W takich okolicznościach jedną z najbardziej wypatrywanych przeze mnie gier stała się Watch_Dogs 2, bo od niewielkiej liczby deweloperów oczekuję tyle, co od kanadyjskiego oddziału Ubisoftu. Ich najnowsza propozycja zupełnie mnie nie zaskoczyła – miałem spore wymagania, które udało się zrealizować w stu procentach. Choć bez żadnej nawiązki.



Pierwszą część ogrywałem jeszcze na poprzedniej generacji konsol. Tłum narzekał na niespełnione obietnice, ja świetnie się bawiłem. Bardzo udany projekt miasta, niezłe misje i sporo ciekawych aktywności pobocznych – nawet grafika, jak na standardy Xboksa 360, była w porządku. Zresztą nie oszukujmy się – gdyby przygody Aidena były faktycznie takie nieudane, moglibyśmy zapomnieć o kontynuacji. Ta jednak nadeszła, dostarczając zupełnie inny klimat, idealnie kontrastujący z tym, co większość rodaków może obecnie podziwiać za oknem.

Naszemu protegowanemu na imię dano Marcus. Czarnoskóry jegomość oraz jego ziomki z grupy hakerskiej Dedsec postanawiają nieco namieszać w świecie gry, a my im oczywiście w tym pomożemy. Fabuła ogólnie jest dość słaba i przewidywalna. Ot, sukcesywnie będziemy dobierać się do złej korporacji Blume, w dodatku kilkukrotnie zaliczając swego rodzaju backtracking. Na szczęście cała siła leży w dość pomysłowych założeniach pojedynczych operacji, które przybliżają nas do głównego celu. 

Wspomniane operacje dzielą się na trzy rodzaje. Największe znaczenie mają oczywiście główne, które popychają kulawą opowieść do przodu. Zwykle taki segment to kilka misji, opartych co prawda o podobne schematy, ale różniący się lokacjami i niektórymi rozwiązaniami. Autorzy dość śmiało korzystają z motywów przewijających się w szeroko pojętej popkulturze, więc na nudę nikt nie powinien narzekać. Mamy więc wyraźne odniesienia do gigantów z Doliny Krzemowej, pojawi się też FBI, gang Latynosów czy Chińczycy. Coś mi to przypomina…

O ile otoczka większości głównych operacji jest przednia, tak powtarzanie niemal tych samych czynności potrafi nieco przyćmić dobre wrażenie. Na szczęście zdarzą się też unikaty, a i sama konstrukcja zadań niekiedy się zmienia. W każdym razie w dalszych etapach należy przygotować się na lokacje najeżone przeciwnikami, a otwarta wymiana ognia raczej rzadko kończy się tutaj pomyślnie. Trzeba więc kombinować, co trochę sztucznie wydłuża czas stosunkowo krótkiego wątku fabularnego.


Znajdziemy tu też sporo operacji pobocznych. Od stosunkowo prostych, w stylu „powtórz coś kilkukrotnie”, przez krótkie, ale ciekawe etapy „z jajem”, a kończąc na naprawdę złożonych sekwencjach. Rozrzut jest tutaj bardzo duży, więc raz staramy się wygrać mistrzostwa gokartów, stopniowo ulepszając wóz, którym startujemy, by za chwilę wykraść tajny zwiastun z serwerów… Ubisoftu. Smaczków troszkę się znajdzie, a wśród nich także ukłon dla fanów pierwowzoru.

Wrzucono również operacje sieciowe. Tu we współpracy z innymi graczami możemy zmierzyć się z pokaźną liczbą przeciwników i do bólu oklepanym celem. Tak przynajmniej wynika z mojej niedługiej przygody z tego typu aktywnościami. Innym przejawem nieprzesadnie potrzebnego „usieciowienia” są ataki hakerskie na naszą osobę lub te przeprowadzane przez nas. A gdy dostatecznie dużo nabroimy, w pościg za nami oprócz policji mogą udać się inni gracze – „frajda” na całego.

Trzeba to jasno zaznaczyć – największą siłą drugiej odsłony Watch_Dogs jest przywiązanie do szczegółów. Wprawne oko wychwyci, jak wiele pracy włożono w wykreowanie świata, budując przy okazji niesamowity klimat. Choć trzeba przyznać, że oddany teren nie jest specjalnie duży, więc jakość wygrała tu z ilością. Samo San Francisco to dość mocno uproszczony, aczkolwiek bogaty w wiele ciekawych miejsc, model. Oprócz tego mamy namiastkę Oakland i fragment Doliny Krzemowej, gdzie swoje główne siedziby mają potentaci branży IT. Cały teren jest oczywiście dostępny od początku, w dodatku do wielu miejsc możemy sprawnie się przenieść dzięki systemowi szybkiej podróży.

Sama przechadzka lub przejażdżka po dostępnym obszarze sprawia przyjemność. Czasem warto się zatrzymać i po prostu popatrzyć jak miasto żyje własnym rytmem. Podobnie jak ostatnio, możemy włamywać się do telefonów przechodniów, przy okazji poznając ich sprawy osobiste. Możemy też przejechać się zabytkowymi tramwajami, będącymi wizytówką Frisco. Choć skala nieco ustępuje produkcjom Rockstara, to i tak najnowsza propozycja Ubisoft Montreal nie ma się czego wstydzić na polu przedstawionego świata.


Teraz kilka słów o tym, jak w nim przetrwać. Nasz bohater dysponuje oczywiście kilkoma gadżetami. Podstawą jest komórka, która posłuży za narzędzie hakerskie i sama w sobie jest w stanie okazać się wielofunkcyjnym narzędziem. Do tego dochodzi możliwość wydrukowania sobie broni (arsenał nie powala) oraz gadżetów – tzw. skoczka i drona. Ten pierwszy przyda się w dotarciu w trudno dostępne miejsca, drugi to bardziej bajer, którym możemy wziąć udział w wyścigach czy użyć go do lepszego oglądu danej sytuacji (choć tu również da się skorzystać z kamer).

Sama komórka jest także źródłem kilku aplikacji, choć tak naprawdę nie ma ona praktycznego zastosowania na tym polu, gdyż najważniejsze rzeczy możemy zwykle wywołać w dużo prostszy sposób. Choćby taką mapę czy drzewko umiejętności. Tak, podczas zabawy zdobywamy coś w stylu poziomów doświadczenia za odpowiednią liczbę zebranych fanów. Same zdolności odblokowujemy niby za punkty rozwoju, jednak większość z nich wymaga poszukiwania konkretnych znajdziek – dla jednych może być to fantastyczny pomysł, osobiście uważam go za stratę czasu.

Aktywności pobocznych, oprócz wspomnianych wcześniej operacji i fragmentów do odblokowania umiejętności, nie ma zbyt wiele. Na dobrą sprawę możemy się tylko ścigać (motor, żagle), porobić fotki fajnym miejscówkom czy odblokować nowe piosenki w dostępnych stacjach radiowych. Coś by się pewnie jeszcze znalazło, ale i tak ma to marginalne znaczenie w porównaniu do reszty elementów gry.

Pochwalić mogę praktycznie całą oprawę audiowizualną. Grafika nie jest może fotorealistyczna, ale ma swój urok. Na ogół jest kolorowo, co tworzy sympatyczny klimat, nawet mimo nie zawsze pozytywnych wydarzeń, w których bierzemy udział. Aktorzy podkładający głosy wykonali swoje zadanie bez zarzutów. Natomiast muzyka bywa specyficzna, ale wiele kawałków może się podobać.


Watch_Dogs 2 to zatem bardzo udana kontynuacja, niezła „piaskownica”, ale też nieprzesadnie odkrywcza gra. Wiele elementów można było rozwiązać lepiej, chociaż to, co autorom się akurat udało potrafi przyćmić wszelkie niedoróbki. Dlatego mimo wszystko to jedna z tych jesiennych premier, której zakupu wszyscy miłośnicy dobrze wykonanej wirtualnej rozrywki nie powinni żałować.


Komentarze

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.