Wyszukiwarka
Reklama
Panel użytkownika
Ankieta
Czy zamierzasz kupić Playerunknown's Battlegrounds?

Społeczność





theHunter: Call of the Wild
Autor: Piotr Skubel   
10.10.2017.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik     Galeria      Lista Osiągnięć     Wywiad

Jesień w pełni, więc gracze porzucają swoje konsole na rzecz grzybobrania i tłumnie szturmują lasy. No może niekoniecznie, ale zapewne każdy lubi się czasem trochę wyciszyć i spędzić kilka godzin dokładnie pośrodku niczego. Z kolei raczej niewielu chwyci przy okazji za broń, by napędzić stracha lokalnej zwierzynie. Propozycja raczej dobrze wszystkim znanego Avalanche Studios to nie tylko okazja na uzupełnienie kolekcji rogatych trofeów, to także sposobność, by spokojnie pohasać na łonie wirtualnej natury.

Recenzja the hunter Call of the Wild

Marka theHunter tak naprawdę nie jest niczym nowym. Mamy tu przykład w pełni komercyjnego rozwinięcia idei, która zaczynała jako tytuł F2P na PC-tach. W przeciwieństwie do pierwowzoru skoncentrowano się na doświadczeniu dla jednego gracza, a przygotowana zawartość nastawiona jest na jakość, a nie ilość. Nie oznacza to wcale, że oddano nam do dyspozycji niewielki teren działań.

Po wybraniu jednej z kilku dostępnych postaci możemy zdecydować się na bardziej interesujący nas w danym momencie obszar. U mnie w pierwszej kolejności padło na swojskie tereny, inspirowane krajobrazem naszych zachodnich sąsiadów. Muszę przyznać, że to jeden z lepiej wykonanych niezurbanizowanych terenów, jakie można odwiedzić w grach. Gęste lasy liściaste, przestrzenne bory, różnorodne pola, strumyki, stawy czy z rzadka spotykane elementy ludzkiej ingerencji – domki, punkty widokowe, nawet farma wiatrowa. Wszystko to skąpane w niezwykłej tonacji barw.

Drugi rezerwat wydaje się równie interesujący, ale ze względu na miejsce umieszczenia – Stany Zjednoczone, nie bardzo wyróżnia się w kategorii wirtualnych światów. Jest urokliwie, z tym że gracze podziwiali już podobne widoki niejednokrotnie, choćby w konkurencyjnych produkcjach tego typu. Ważnym wyróżnikiem jest jednak pietyzm, z jakim zabrano się za temat. Wyszła bardzo klimatyczna i wiarygodna miejscówka, która podsyciła mój apetyt na nadchodzącą odsłonę serii Far Cry.

Co ciekawe, między lokacjami możemy się swobodnie przełączać. W każdej mamy dostęp do raz odblokowanych umiejętności i perków (w obu przypadkach są to dość małe drzewka rozwoju, ale sama ich obecność zaskakuje na plus) oraz ekwipunku (kilka rodzajów broni palnej, łuk oraz wabiki). Osobne są jedynie zlecane zadania, w praktyce oznacza to choćby konieczność zaliczenia dwóch niemal identycznych samouczków. Autorzy mieli odrobinę litości i oprócz rzadkich punktów szybkiej podróży oddali do naszej dyspozycji quada. Jazda czterokołowcem sprawia dużą frajdę i pozwala szybko dotrzeć do celu. Pod warunkiem, że po drodze nie odmówi on posłuszeństwa.

Recenzja the hunter Call of the Wild

Podstawą rozgrywki jest oczywiście polowanie na czworonożnych mieszkańców lasu. Zaczynamy od pojedynczych śladów, które wskazują orientacyjny kierunek wędrówki zwierzęcia. Każde kolejne przybliżają nas do sukcesu, ale po drodze zwykle zaczynają się schody. Często bowiem trafimy na inne dowody aktywności i tym samym możemy stracić trop. Na pewnym etapie trzeba też pomyśleć o bezszelestnym poruszaniu się, bo spłoszenie celu jest bardzo łatwe i zwykle oznacza mozolną próbę namierzenia go ponownie.

Przy założeniu, że wszystko poszło zgodnie z planem, pozostaje wstrzymanie oddechu i oddanie strzału. Sprawa wydaje się prosta, ale w rzeczywistości bywa różnie – cierpliwość zdecydowanie się przyda, ale niezależnie od końcowego rezultatu zabawa jest przednia.

Urozmaicają ją liczne misje – główne i poboczne. Stawiane przed nami wyzwania dość szybko okazują się problematyczne. Raczej nie ma tu pola do improwizacji, liczą się konkrety. Przyjdzie nam zrobić precyzyjne zdjęcia lub zapolować na konkretne zwierzę, w określonych warunkach, często na wyznaczonym obszarze. Podejrzewam, że uporanie się ze wszystkim to kwestia długich tygodni i raczej niewielu graczy podniesie rękawicę.

Technologicznie wyszła za to perełka. Jeżeli wszystkie gry prezentowałyby taki poziom grafiki, to raczej nikt nie wypatrywałby jeszcze przez jakiś czas kolejnej generacji konsol. Co ciekawe, tytuł wyglądem nie przypomina aż tak bardzo ostatniego Just Causa. Trochę kojarzył mi się za to z Everybody’s Gone to the Rapture. Nie podobał mi się natomiast efekt kulistości – dokładnie ten sam, jaki możemy oglądać przy okazji materiałów nakręconych w 360 stopniach. Warto dodać, że oprawa dźwiękowa także trzyma poziom - dają radę zarówno odgłosy otoczenia, jak i nagrane kwestie.

Recenzja the hunter Call of the Wild

Lubię produkcje niebanalne. Jeszcze bardziej cenię sobie niszowe gatunki, z przemyślaną rozgrywką, podane w świetnej oprawie. I taki właśnie jest theHunter: Call of the Wild. Co prawda na konsolach nie brakuje symulatorów tego typu, ale tak dobrego jeszcze nie było. Po części dlatego, że konkurencyjne twory są częściej przedmiotem kpin, niż zachwytów.

Recenzja the hunter Call of the Wild


Komentarze

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.