Ankieta

Najlepiej zapowiadająca się gra XBLA House Party?






Zwiastuny:
Loading...


Czytaj o:
PlayStation 3

Gears of War 2
Napisał: wrog   
29.09.2008.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik     Galeria     Lista Osiągnięć     Wywiad  

Gra Gears of War była bez wątpienia pierwszą pozycją na Xboksa 360, z której każdy posiadacz tej konsoli mógł być zadowolony i z przyjemnością prezentował ją wszystkim znajomym. Ponad pięć milionów sprzedanych egzemplarzy tylko potwierdza wielkość całkowicie świeżego tytułu. Nie ma jednak co ukrywać, że zasłynął głównie dzięki świetnej oprawie graficznej, a mniej za sprawą pozostałych aspektów. Po dwóch latach do sklepów ma trafić druga odsłona, tym razem znacznie poważniejsza, z dopracowanym wątkiem fabularnym i ważnymi usprawnieniami. Wczesna wersja tytułu zdaje się przynajmniej częściowo potwierdzać te zapowiedzi.

Na pokazie gry mogliśmy sprawdzić początek kampanii oraz szumnie zapowiadany tryb Horda. Akcja rozgrywa się sześć miesięcy po wydarzeniach z części pierwszej, kiedy to na planetę Sera zbliża się zima. Bomba, którą zdetonowaliśmy na pociągu pod koniec Gears of War nie rozstrzygnęła wojny o przetrwanie i Locusty przygotowały kolejny wielki atak na kolonie ludzi, rzucając do walki jeszcze większe oddziały niż poprzednio. Organizacja COG próbuje zwerbować jak najwięcej ludzi do swojej armii, by stawić czoła potworom. Widzimy to wszystko z perspektywy zawsze bojowo nastawionego Marcusa Feniksa, biorąc udział w najważniejszych starciach. Oprócz tego w tle rozgrywa się osobista tragedia kolegi naszego herosa - Dominic Santiago musi odnaleźć swoją zaginioną żonę Marię. Opowieść ma być znacznie mroczniejsza i dłuższa niż w Gears of War. Czy tak jest w rzeczywistości?


Początek kampanii zapowiada interesujące akcje. Najpierw bierzemy udział w swego rodzaju prologu - Marcus oraz Dom zjawiają się w jakimś mieście i dostają rozkaz oczyszczenia z Locustów pobliskiego szpitala. Poznajemy też wówczas nowego podopiecznego - Benjamina Carmine, brata Anthonego, którego scenę śmierci oglądaliśmy w poprzedniej odsłonie. Młokos ledwo trzyma w rękach karabin, więc klon Pudziana nie jest zbyt zadowolony, że musi zająć się jego niańczeniem. Po zaliczeniu wstępu oglądamy długi przerywnik prezentujący nowe ważne dla przyłości planety fakty. Widzimy pompatyczne przemówienie jednego z dowódców, ogrom zniszczeń na Serze oraz zwykłych, zgnębionych koszmarem ludzi, którym udało się ocaleć natarcie wrogiej rasy. Filmik całkiem nieźle buduje klimat, wprowadza atmosferę zbliżającej się katastrofy oraz przepowiada zdarzenia, które zapewne doprowadzą nas do walki z nowym głównym złym - Skorgem, dzierżącym w dłoni coś przypominające pastorał, zakończony dwoma piłami.

Zanim przejdziemy do samej rozgrywki warto wspomnieć, że Cliff Bleszinski pokazał nam również osobiście dotychczas nieujawniony fragment przygody Marcusa Feniksa i oddziału Delta. Zjawiamy się jakiejś podziemnej sieci jaskiń, gdzie od razu rzuca się w oczy dziwna pełzająca kreatura. Węża skalnego, bo o nim mowa, nasi dopakowani żołnierze widzą po raz pierwszy w życiu i nie bardzo wiedzą czego się po nim spodziewać. Okazuje się, że stworzenie nie jest zainteresowane tym, co dzieje się wokół niego, a do tego gruby pancerz zapewnia mu bezpieczeństwo. Dzięki temu możemy go wykorzystać jako ruchomą osłonę. By jednak zmusić węża do przesunięcia się w konkretnym kierunku należy zestrzelić wiszący gdzieś w pobliżu czerwony owoc (czy cokolwiek to jest). Zwierz się nim zaciekawi, a my będziemy mogli ostrożnie zbliżyć się przyklejeni do niego w stronę Locustów. W pewnym momencie główni bohaterowie musieli się rozdzielić, więc w kooperacji znowu będziemy wybierać sobie różne ścieżki i odłączać się na chwilę od kolegi.


Rozgrywka nie odbiega praktycznie w ogóle od tego, co mieliśmy okazję dokładnie sprawdzić dwa lata temu. Chyba nie było jakiejś specjalnej potrzeby wprowadzania licznych zmian do dobrze przyjętego pomysłu. Niby wśród nowości wymieniany jest przemodelowany nieco system chowania się za osłonami, ale jeśli nawet coś usprawniono, to ciężko zauważyć te poprawki przy pierwszym kontakcie z grą. W prologu przemierzamy kolejne sale i wąskie korytarze budynku, od czasu do czasu wychodząc na szerszą ulicę lub dziedziniec. Z kolei następny etap przenosi nas na szczyt olbrzymiego pojazdu, jadącego w kolumnie szturmującej górskie tereny armii - prezentowany był na jednym z pierwszych zwiastunów. Nie mamy zbyt wielkiej przestrzeni do dyspozycji i przede wszystkim walimy z zamontowanego ogromnego działa w nacierające Reavery. Jeśli ktoś spodziewał się wielkich otwartych przestrzeni do eksploracji, to może czuć się zawiedziony. W tej grze czegoś takiego raczej nie uświadczy. Jednak na pewno doceni wyjście z murów miast i oglądanie w tle pięknych krajobrazów.

Dla miłośników widowiskowego wykańczania przeciwników przygotowano kilka ciekawych dodatków. Teraz po powaleniu Locusta na ziemię - swoją drogą zaczyna się czołgać za najbliższą osłonę, zostawiając za sobą ślad krwi niczym ślimak - mamy większy wybór dalszego z nim postępowania. Wciśnięcie "A" spowoduje podniesienie rannego i zrobienie z niego przydatnej osłony, "B" to szybka egzekucja, "Y" to widowiskowe odwrócenie delikwenta i okładanie go pięściami, a "X" to efektowne zgniecenie czaszki stopą. Łowców Osiągnięć powinna ucieszyć pojawiająca się ciągle na ekranie informacja o postępach w ich zdobywaniu. Przykładowo jeśli kogoś zabijemy, to wyskoczy czytelna tabelka z nazwą "Seriously 2.0", liczbą zabójstw i paskiem progresu. Przydatna i przemyślana rzecz. Dzięki niej zapewne tym razem nie będzie numerów z wyrabianiem 150% normy z powodu złego zbierania statystyk - typu zdobywanie "Seriously" przy kilkunastu tysiącach zabitych zamiast wymaganych dziesięciu tysiącach.

Niektórych zasmuciło ostateczne zdementowanie przez Epic Games czteroosobowego trybu kooperacji w kampanii i ogłoszenie, że zamiast tego dojdzie zabawa ukryta pod nazwą Horda. Maksymalnie pięciu graczy może w niej wspólnie odpierać ataki kolejnych oddziałów wszelkiej maści przeciwników - od najzwyklejszych Locustów, po wielkich Boomerów i jemu podobnych. Hordę można uruchomić na każdej mapie multiplayer i zaliczyć maksymalnie 50 uderzeń, a warto pamiętać, że każde z nich jest coraz silniejsze i liczniejsze. Runda kończy się po wyeliminowaniu ostatniego oponenta, wówczas przeliczana jest suma zgromadzonych przez całą drużynę punktów - mnożniki zależą od liczby uczestników zabawy, pozostałych na koniec przy życiu czy też numeru fali. Deweloperzy obiecują listy rankingowe, na których porównamy osiągnięte rezultaty. Warto pamiętać, że postęp zapisywany jest tylko co dziesięć ataków, a wcześniejszy zgon wszystkich uczestników powoduje rozpoczęcie zabawy od początku. W akcji tryb sprawuje się wyśmienicie - i świetnie, że ludzie z Epic postawili na niego, a nie czteroosobowe zaliczanie kampanii. Cała piątka musi ze sobą współpracować, osłaniać się, bo przeciwnicy nadchodzą praktycznie z każdej strony, czy też znaleźć dobre przyczółki. Taktyczne podejście i zgranie z pozostałymi to tutaj podstawa, bo samotna szarża szybko kończy się zgonem. Naszej grupie udało się w kilkadziesiąt minut dotrzeć zaledwie do trzynastej fali na poziomie Normal, a momentami robiło się już ciężko. Horda zagwarantuje super rozrywkę, to jest pewne.


Niezwykle cieszy także "nowa" oprawa graficzna. Od razu widać, że jest zdecydowanie jaśniej i nie tak szaro jak w oryginale - da się to nawet zobaczyć w ciemnej jaskini. Dzięki temu całość wydaje się o wiele ładniejsza, mimo że o jakimś znaczącym skoku graficznym nie ma mowy. Zauważalna jest również duża szczegółowość zbroi postaci, wszelkiej maści elementów otoczenia oraz zwiększony stopień destrukcji środowiska. Nie da się zrobić przejścia w ścianie niczym w Bad Company, ale tynk ładnie się sypie z filarów, a jego kawałki fruwają w powietrzu razem z pociskami.

Po zobaczeniu na własne oczy nowej produkcji Epic Games mogę bez większego zawahania stwierdzić, iż sprosta ona oczekiwaniom graczy. Zapowiadane przez twórców usprawnienia są wyraźnie widoczne i uprzyjemniają rozgrywkę. Wygląda też na to, że rzeczywiście mocno postawiono na fabułę, która tym razem nie powinna stanowić tylko dodatku i przerywnika między kolejnym wybijaniem żądnych ludzkiej krwi maszkar. Do tego rozbudowany arsenał (moździerz daje radę), walki na piły i wiele innych ciekawostek. Strasznie szkoda, że nie pozwolono nam przetestować zwykłej rozgrywki wieloosobowej. Patrząc jednak na to jak fajnie spisuje się Horda, trzeba być dobrej myśli i oczekiwać czegoś równie niezłego. Prawdopodobnie będzie to najwspanialszy tytuł w tym okresie świątecznym i nikt raczej nie przejdzie obok niego obojętnie. Wszystko okaże się ostatecznie 7 listopada.

Komentarze

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.